Nowenna do NMP Jarosławskiej (Matko pociesz bo płaczemy). Dzień I-V
Nowenna do Matki Bożej Jarosławskiej
Nowenny utworzono na podstawie maszynopisu z 1943 r. i przechowanego przez jednego z mieszkańców Jarosławia. Autorem może być o. Cyryl Markiewicz, gwardian jarosławskiego klasztoru w latach 1933-1937.
Trzy nowenny do Matki Bożej Bolesnej Jarosławskiej na tle historii cudownego miejsca.
Matko, pociesz, bo płaczemy
Dzień pierwszy
Objawia się maluczkim
Najświętsza Panna Maryja kocha maluczkich tego świata. Pastuszkowie, dziatki miały zawsze wolny przystęp do Chrystusa. Tak też i Jego Matka Najświętsza zazwyczaj objawia się tym najmniejszym. Tak było w Lourdes, La Salette, tak było i w Jarosławiu.
Tu mniej więcej na tym miejscu, gdzie dziś stoi kościół Panny Maryi, były obszerne lasy, rozległe pastwiska, na których pastuchy paśli swe bydło. Tak nam o tym mówi podanie, sięgające tych czasów odległych. Tą drogą - jak niektórzy pisarze podają - szedł św. Jacek ze swymi braćmi na wschód, i tutaj miał się zatrzymać i - jak powiadają - miał swoją placówkę dla swych braci zostawić. Na tym miejscu zdarzył się wypadek drobny, który jednakże stał się epokowym dla Jarosławia.
Było to dawno - jak powiadają - w roku 1381, w dniu sierpniowym. Biednym pastuszkom rozbiegło się bydło po lesie. Po długich szukaniach i nawoływaniach, znajdują je spokojnie spoczywające wokół drzewa dzikiej gruszy. Patrzą w górę i - o dziwo - na drzewie, między konarami, ujrzeli statuę drewnianą Matki Bolesnej, trzymającą przy piersiach Syna swego z krzyża zdjętego. Jasność Ją otaczała i usłyszeli jakieś pienia nadziemskie, płynące z góry, które ich w zachwyt wprawiły.
Rozważanie
Przychodzę do Matki Bolesnej żebrać o łaskę, na której mi bardzo zależy. Chciałbym, aby Ona na mnie wejrzała swym cudownie dobrym spojrzeniem.
Wprzód jednak ja sam muszę przejrzeć. Tak, przejrzeć, bo naprawdę, mimo dobrego wzroku, wielu rzeczy zupełnie nie widzę, a na niektóre spoglądam w innym świetle, jak one są w rzeczywistości. Zdaje mi się, że szczęście moje w wielkościach, w wielkości majątku, znaczenia, powodzenia...
Wielkość, którą widzę wokół siebie, która tak głośno się reklamuje, a która niczym nie jest, jak blagą, zakłamaniem ogólnym, poczęła mi imponować. Wszelkimi porami wciskały się do duszy mej pragnienia, myśli łechcące mą miłość własną. I uwierzyłem, niestety, tym syrenim głosom, dałem się przekonać, że nie tylko one mogą być, ale i że mam prawo posiadać te dobra wymarzone, bo jestem stokroć lepszym od tych ludzi, na których życie patrzę, z którymi żyję.
Tą myślą żyłem długo i może dzisiaj jeszcze jej hołduję. I to było moim nieszczęściem. Życie jednak szare codzienne pokazało mi, czym są wielkości tego świata i czym ja jestem w rzeczywistości. Światło Bożej łaski, opromieniając mnie, powiedziało mi, że jeżeli jest co dobrego we mnie, to wszystko Boże, nic mojego. Od siebie mam tylko mrowie grzechów.
Prawdziwa wielkość, to nie to, co błyszczy, za czym ludzie gonią, ale to bohaterstwo ducha, to bogactwo cnoty, to głębokie przekonanie o mojej nędzy, to prawdziwa szczera pokora. A więc do tej maleńkości mnie wrócić trzeba, nie mieć wielkich wymagań od życia, o sobie nisko sądzić. Znając swą nędzę, nie zniechęcać się, ale na wzór św. Teresy od Dzieciątka Jezus, jak dziecko rzucić się w objęcia Boże z całą prostotą dziecięcia, a wtedy Maryja i na mnie spojrzy, i do mnie przemówi, jak do owych pastuszków w Jarosławiu.
Modlitwa
Matko Najświętsza, Bolesna Pani, uproś mi łaskę, na której mi bardzo zależy. Wprzód jednak wyjednaj u Syna swego, abym przejrzał i strzegł się wszelkiej wyniosłości ducha. Daj mi łaskę umiłowania pokory i prostoty dziecięcej, abym odwrócił się od fałszywych wielkości, które mnie nęcą, i szedł przez życie drogą prostą, prowadzącą do Ciebie i ukochanego Syna Twego, Jezusa Chrystusa.
Ojcze nasz..., 10×Zdrowaś Maryjo...
Modlitwa
(do odmawiania w każdym dniu nowenny)
O Pani moja, święta Maryjo, polecam Twej świętej obronie, szczególniejszej opiece i miłosierdziu, dziś i po wszystkie dni, i w godzinę mej śmierci, siebie, duszę i ciało moje; całą nadzieję i pociechę moją, wszystkie uciski i nędze moje, życie i koniec życia mojego Tobie powierzam, ażebym przez Najświętsze Twoje wstawiennictwo i zasługi, wszystkie moje sprawy urządził i wykonał według Twojej i Syna Twego woli. Amen.
Dzień drugi
Nie było woli Bożej
Błogie, szczęśliwe były chwile pastuszków u stóp Matki Bolesnej w odległych pastwiskach, gdzie się im objawiła na jarosławskiej ziemi. Wpatrzeni w Nią, zdawało się im, że są wniebowzięci, ziemia dla nich nie istnieje; że widzą Ją wprawdzie Bolesną, ze skonanym Synem Najdroższym na rękach, ale przez łzy uśmiechającą się do nich i już cieszącą się chwałą, a oni zaś, wmieszani w szeregi aniołów, Ją otaczają i wraz z nimi Ją wielbią i cudnie śpiewają.
Radością tą jednak muszą się podzielić ze swymi najbliższymi, niech Ją i oni zobaczą, niech jak najwięcej ludzi do Niej przybędzie.
Lasy, dalekie urwiska są niedostępne, dlatego przenoszą statuę Matki Bożej do kościoła jarosławskiego i tam ją na ołtarzu stawiają. Tutaj Jej będzie najlepiej.
Radość ich jednak trwała krótko. Nagle bowiem znikła im z oczu. Przecież Ją przed chwilą jeszcze widzieli, nie tylko oni, ale liczna rzesza pobożnych, która do niej przybyła... Może się mylą, może za chwilę znowu Ją zobaczą... Klęczą, klęczą i modlą się długo, przepraszając za to, czym mogli Ją obrazić, ale Matka Bolesna już się im tam nie pokazała. Nie było widać woli Bożej, aby tam pozostała.
Rozważanie
Smutno, ciężko, ciemno w mej duszy. Smutek mnie pożera, i tak pędzę dzień za dniem. Serce moje spragnione pociechy i z tym przychodzę do Matki Najświętszej, ale czy Ona mnie wysłucha?... Dobrze, że jeszcze do Niej przychodzę. Był czas, kiedy szukałem pociech złych, w nich się zanurzałem. O jakżesz wiele one mnie kosztowały! O Boże, dzięki Ci, że one mnie opuściły. Nie było w nich prawdziwej radości, a odbierały mi co najważniejsze: spokój sumienia.
Uciekałem wtedy od Boga, nie przychodziłem wtedy do ołtarza Maryi. Serce jednak moje, spragnione pociechy, budowało sobie ołtarze szczęścia ziemskiego i wielkie składało ofiary na nich: ofiary pracy długoletniej, borykania się z trudnościami na każdy dzień. Począłem się modlić i modliłem się do Matki Najświętszej, aby Bóg błogosławił mym zamiarom. I zdawało mi się, że jeżeli zostanę wysłuchany, to i mnie będzie dobrze i Bóg będzie miał chwałę z tego. Niestety, dzisiaj widzę ołtarz szczęścia mego zgruchotany, a Matka Najświętsza w swej zwykłej dobroci zniknęła z oczu moich.
O, podnieś się duszo moja, Bóg nie zapomniał o tobie. Matka Najświętsza nie zniknęła na zawsze, ale się ukryła. Bóg pragnie - jak wiesz z nauki Kościoła - szczęścia i dobra każdego człowieka. Bóg bowiem jest miłością, ale zarazem największą mądrością. On wie najlepiej, co dla mojego dobra jest potrzebne i tego mi nie odmówi, jeśli ja z mej strony dołożę starania i modlitwy. Ale jeśli zaś widzi, że to byłoby na moją szkodę, to odmówi, chociaż wiele o to zabiegam i modlę się.
Bóg widać ma inne zamiary względem mnie. Oddać mi się przeto trzeba na wolę Bożą, rzucić się na ślepo w objęcia Boże, powtarzając co chwila, zwłaszcza w trudnościach: "Bądź wola Twoja", a spokój i zadowolenie wróci do duszy mojej.
Modlitwa
Ty wiesz najlepiej, Matko Najświętsza, jak mi trudno wypowiedzieć te słowa: "Bądź wola Twoja", bo serce moje jeszcze tak bardzo przyziemne i przywiązane do tego świata. Tyś jednak Matką najlepszą, wiem, że pragniesz mojego dobra, dlatego składam w Twe ręce los mego życia i wszystkie moje pragnienia. Wyjednaj u Syna Twego usunięcie tego, co mi zagraża, kiedy jednak to ma być potrzebne dla mojego zbawienia, wyproś łaskę zgodzenia się z Wolą Bożą i wypełnienia tego, co Bóg nakaże, a wtedy spokojnie spocznę u stóp Twoich, o Pani, Matko moja!
Ojcze nasz..., 10×Zdrowaś Maryjo...
Modlitwa, jak w dniu pierwszym.
Dzień trzeci
Pociecha strapionych
Smutni, zadumani, wracali pastuszkowie z jarosławskiej fary do swych leśnych osiedleń, nie mogąc zapomnieć wrażeń, jakich tam doznali. Widok Matki Najświętszej, która im się objawiła, a potem zniknęła, stoi im przed oczyma. Oni muszą Ją bodaj raz jeszcze w swym życiu zobaczyć. Coś ich ciągnie, aby wrócili na to miejsce, gdzie im się pierwotnie pokazała. Nie zwlekają, lecz rychło o świtaniu dnia następnego tam podążają.
O cudo! Przecież nie śnią, ale patrzą i na własne oczy widzą na tymże miejscu tę samą dziką gruszę, a na niej statuę Matki Bożej Bolesnej, którą przynieśli dzień przedtem do kościoła parafialnego. Rzucają się na kolana, łzami dziękują, że ich nie opuściła.
O, już Cię, Matko Najświętsza, z tego miejsca nie ruszymy. Tu z nami pozostaniesz. Zgotujemy Ci kapliczkę, abyś tu, gdzieś sobie upodobała, spoczęła, tu, wśród tych pustych miejsc i biednego ludu.
I stało się. Wkrótce to miejsce, które było schronieniem dzikich zwierząt i zbójców, zmieniło się w przybytek Maryi. Powstała mała drewniana kapliczka, w której Ona swój tron ubożuchny postawiła. Ale złote serca i droższe Bogarodzicy nad brylanty gorące łzy biednego ludu Jej świętą postać ozdobiły.
Z bliska i z daleka nadciągały do Niej coraz liczniejsze rzesze, a wszyscy z serdeczną modlitwą i wielką ufnością rzucają się do Jej stóp, przedstawiając swoje codzienne troski i wielkie cierpienia. Nie została Ona im dłużną, ufność ich nie była zawiedziona. Wkrótce miejsce to zasłynęło łaskawością Maryi i licznymi cudami.
Rozważanie
Jest coś w naturze człowieka, że w chwilach cierpień szuka wynurzenia. I ja tego doznałem. Może - jak mi się zdawało - dla zasięgnięcia rady, ale przede wszystkim, aby się wypowiedzieć, szedłem do ludzi ze swoimi bólami i głośno się żaliłem. Opowiadałem szeroko, co mnie spotkało, co ja cierpię i żebrałem po prostu u drugich współczucia. Ale jakżesz się zawiodłem! Tam, gdzie szukałem i spodziewałem się ukojenia, znalazłem brak zrozumienia, brak nawet serca. Zamiast mnie pocieszyć, jeszcze więcej mnie przybito. Nieraz i złośliwie ze mną postąpiono, wysłuchano moje żale, uznano ich słuszność, a po tym wobec ludzi wyśmiano i zohydzono.
O biedny człowiecze! Pomyślałem sobie: jakżesz jest mało takich, którzy chcieliby cię pocieszyć, a któż jest taki, kto by zrozumiał, co ty cierpisz?
Cóż więc mam robić? Czy nie zamknąć się szczelnie wraz ze swymi cierpieniami? Nie, serce za słabe na to, rozsadziłby je wkrótce ból okrutny!
Przystań tylko chwilę..., posłuchaj głosu sumienia swego, ono ci powie, że jest ktoś, kto ci najlepiej życzy i najlepiej zrozumieć potrafi, komu możesz z całym zaufaniem powierzyć swe najskrytsze tajemnice, nie lękając się zdrady. To Bóg, Ojciec Twój najlepszy, to Jego Matka najczulsza. W rozmowie z Nimi, w modlitwie kornej, znajdziesz naprawdę ukojenie, którego szukasz.
Modlitwa, to potęga naprawdę wielka, o której ludzie mało jeszcze wiedzą, mało ją rozumieją. A dla cierpiącego, to jedyny naprawdę ratunek. Ona to skłania Oko Wszechmogącego i miłosierdzia pełnego Boga na tę nędzę, jaką ja jestem. Gdy tylko zgadza się to z wyrokami Jego, oddala ode mnie to cierpienie. Ona to rzuca światło Boże na cierpiącego i pokazuje mu stan jego rzeczywisty.
Tam szeptała dużo jego miłość własna, podrażniona ambicja. Tu - w spokoju, po uciszeniu nerwów - mówi rozsądek i głos Boży. Stąd też po takiej rozmowie wychodzi się nie tylko spokojniejszym, ale i dużo lepszym, potrafi się nie tylko przebaczyć winę drugim, ale ich kochać.
Nauczę się na modlitwie cierpienia, które przeżywam, znosić cierpliwie, z poddaniem się wyrokom Bożym, zawsze mężnie i wytrwale. Sił mi do tego nie braknie, bo już nie ja sam dźwigać będę ten krzyż, ale Jezus i Matka Najświętsza, którzy ze mną stoją.
Taką to potęgą, taką pomocą dla cierpiącego jest modlitwa, lecz musi to być modlitwa prosta, dziecięca, jak modlitwa pastuszków i ludu prostego, który się modlił całą duszą. Dlatego w chwilach cierpień, które przeżywam lub które w przyszłości przeżywać będę, trzeba mi nie szukać pociechy u ludzi, jak raczej samotności w świątyni Pańskiej, przybytku Matki Bolesnej. Tej Matce Najboleśniejszej całą moją duszę zbolałą złożę w ręce, prosząc, aby Ona sama, bom ja niegodny, wszystko Synowi swemu Najdroższemu przedstawiła.
Modlitwa
O Matko Najświętsza, zanim się zwrócę do Ciebie z prośbą, abyś mi pomogła w mej prośbie, błagam Cię pokornie, uproś u Syna swego Najdroższego dla mnie i dla wszystkich cierpiących, przeżywających wiele trudności, dar modlitwy, abyśmy miast żalić się przed ludźmi, szukali w swych troskach pomocy, światła i siły u Ciebie i Syna Twego Najdroższego, Jezusa Chrystusa. Naucz nas, o Pani nasza najukochańsza, modlić się, a modlić się gorąco i wytrwale, i nie zrażać się, mimo wielkich cierpień, stać wiernie przy Tobie, o Matko Najboleśniejsza!
Ojcze nasz..., 10×Zdrowaś Maryjo...
Modlitwa, jak w dniu pierwszym.
Dzień czwarty
Pożary i zgliszcza
Cicho i błogo płynęły dni i lata w małej, ustronnej, lasami otoczonej kapliczce Matki Bożej Bolesnej Jarosławskiej Ziemi. Sława o Jej objawieniu, o łaskach, które doznawano, rozchodziła się już szeroko. Coraz więcej ludzi tutaj przybywało, a zwłaszcza na święta i uroczystości Matki Najświętszej. Z pomocą wtedy spieszyli księża z parafii jarosławskiej, odprawiali Msze święte i słuchali długo spowiedzi pątników, ze wszystkich stron tu nadciągających.
Niebawem jednak miały przyjść ciężkie chwile. Było to w roku 1420. Dnia jednego rozeszła się smutna wieść, że Tatarzy nadciągają. Znani oni byli z okrucieństwa z czasów pierwszych napadów. Historia zanotowała, że gdzie oni stąpili, można było jechać przez 15 dni, w niektórych ziemiach nie spotkawszy ani jednej osady ludzkiej, a głód był tak wielki, że sprzedawano publicznie mięso ludzkie. Nic przeto dziwnego, że przerażenie zapanowało w całej okolicy Jarosławia. Co będzie z nami? Co będzie z kapliczką Matki Bożej Cudownej? - powtarzano głośno. Musiano się wtedy gorąco modlić o uratowanie tej kapliczki.
Przyszli jednak Tatarzy i okrutnie pastwili się nad biednym ludem i kapliczkę spalili doszczętnie. Kiedy jednakże po ich odejściu lud strapiony przyszedł rozbierać zgliszcza, ujrzał pod spalonymi belkami nietkniętą statuę Matki Bolesnej, zupełnie nienaruszoną. Zabrano się zaraz do zbudowania nowego kościółka.
Historia ta powtórzyła się w roku 1434. Znowu na nowo Tatarzy zapędzili się w tę okolicę. Miasto Jarosław spalili, kościółek złupili. Szczególnie zależało im na tym, by zniszczyć statuę Matki Bożej Bolesnej. Mimo ich zabiegów - jak głosi podanie - ogień się jej nie tknął i została nieuszkodzona. Gdy w roku 1440 znowu Tatarzy wpadli do ziem naszych, wtedy to mieszkańcy Jarosławia, nie chcąc zostawić statuy Matki Bożej na zniewagę, przenieśli ją do zamku pana ówczesnego i tam ją w kaplicy umieszczono. Niesie jednakże podanie ludowe, że w nocy została przeniesiona na powrót na dawne miejsce.
Tak to Opatrzność Boża obroniła to miejsce i ustrzegła cudowną figurę od zagłady. Widocznie Wolą Bożą było, aby lud tutejszy przeżywał te nieszczęścia i w ten sposób zasłużył sobie na to, aby Ona z tego miejsca królowała jako Pani Bolesna, niosąc pociechę i pomoc biednemu, uciemiężonemu ludowi.
Rozważanie
Są tajemnice, których rozum ludzki nie pojmuje, przy których i łatwo załamać się może, jeśli go wiara nie wesprze. Do takich należą pytani, które od dawna nurtują umysły ludzkie: Dlaczego Pan Bóg dopuszcza, że tyle zła jest na świecie, tyle prześladowań Kościoła? Czemu ludzie sprawiedliwi tyle cierpią, a zło tryumfuje? O Boże, Ty jeden wiesz, że o tym rozmyślam nie po to, aby Ci ubliżyć, ani Twoje wyroki najwyższe osądzać, ale aby wiarę w sobie umocnić i odpowiedzieć na te pytania tak, jak Ty sam sobie tego życzysz.
Sam sobie tutaj poradzić nie mogę, dlatego błagam Cię, oświeć mój umysł i podaj wskazówki, co o tym mam sądzić. Gdy w tych rzeczach pytać się będę opinii ludzkiej i umysłów przyziemnie myślących, odpowiedzą mi, że czasy się zmieniły, stąd i pojęcia trzeba zmienić. Trudna rada: zło jest wszechwładne, dlatego jemu trzeba ulegać i nie myśleć o cnocie, ale o tym, aby życie sobie jak najlepiej ułożyć. Wnioski stąd najfatalniejsze i najzgubniejsze.
Gdy jednak wzniosę myśl swoją wyżej i zapytam się wiary, co o tym sądzić, to ona mi powie, że są prawidła najwyższe, których żadne czasy ani ludzie zmienić nie mogą i które wcześniej czy później zostaną spełnione. Przede wszystkim powie mi, że ponad wszystkie czasy i ludzi, chociażby nie wiedzieć jak potężnych, jest Bóg, Który o wszystkim wie od wieków. Ten Bóg jest Mądrością Największą, umysł Jego obejmuje nie tylko teraźniejszość i trochę przeszłości, jak innych ludzi, ale wszystkie rzeczy, które były i które będą, i to we właściwym świetle nie tylko doczesności, ale i wieczności.
Bóg jest Miłością niepojętą, On pragnie dobra i szczęścia prawdziwego nie jednego tylko człowieka czy narodu, ale wszystkich, bez wyjątku. Ale też jest Sprawiedliwością największą, przed Którą się nic nie ukryje, Która wszystko policzy i Która każdemu odda według uczynków, nawet zamiarów jego. Daje mu wolną wolę i może on czynić co chce, ale z wszystkiego wcześniej czy później musi zdać dokładny rachunek. A tym znowu, którzy miłują Boga, wszystko - nawet nieszczęścia i niepowodzenia - dopomogą do dobrego.
Jeśli przeto zło bierze górę, a dobro jest uciemiężone, to tylko czasowo. Wcześniej czy później (bo u Pana Boga lata są chwilą) każdy odbierze, co mu się słusznie należy. To zwycięstwo, tryumf zła, które nas uwodzi, jest często bardzo zagadkowe, a dobro, które cierpi, odnosi ogromne korzyści. Oczyszcza się z przymieszek złego, uduchowia, uświęca i wielką nagrodę gotuje sobie na przyszłość.
Dlatego wobec wszystkich wypadków, które całym światem wstrząsają, nie wolno nigdy upadać na duchu, ale dziękować za wszystko potrzeba i oddać się całkowicie ślepo Opatrzności Bożej, bo Ona nie zawiedzie, a przy tym czynić i żyć dobrze, bez względu na to, jak inni postępują. A wobec trudności i pokus, które się nasuwają, powtarzać często ze św. Apostołem Pawłem:
O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Bożej!
Jakże są nieogarnione sądy Jego!
Bo któż poznał umysł Pański?
Albo kto był doradcą Jego?
Albo kto Mu pierwej dał? - a będzie Mu oddane?
Albowiem z Niego i Przezeń i w Nim jest wszystko.
Jemu chwała na wieki. Amen (Rz 11,33-36).
Modlitwa
Matko Najświętsza, gdy rozważam ciosy i zniewagi, które przeżywałaś na tym miejscu cudownym, dziękuję Ci za łaskę, żeś nas wtedy nie opuściła, ale w cudowny sposób zostałaś, aby lud swój wspierać. Uproś nam, prosimy Cię, tę łaskę, abyśmy przez grzechy nasze Ciebie nie stracili, ale mimo ciężkich czasów, które przeżywamy, wytrwali do końca w miłości Twojej i Twego Syna Ukochanego, Jezusa Chrystusa.
Ojcze nasz..., 10×Zdrowaś Maryjo...
Modlitwa, jak w dniu pierwszym.
Dzień piąty
Królowo cierpienia
Przypatrzmy się bliżej figurze Matki Bożej Bolesnej...
Któż pojmie, jak piękna musiała być Matka Najświętsza za życia swego, kiedy Jej podobizny są tak piękne, że podziw wzbudzają.
Szczęśliwym był św. Jan Ewangelista, szczęśliwi uczniowie Chrystusa Pana, którzy mogli patrzeć na Jej twarz cudowną. Była Ona najpiękniejszą ze wszystkich córek ziemskich; wszystko się na to złożyło - i natura najdelikatniejsza, i dusza najczystsza.
Co za szczęście będzie kiedyś w niebie zbliżyć się do Jej tronu i wraz z aniołami i świętymi wielbić Ją i dziękować za łaski od Niej otrzymane. Tymczasem, póki żyjemy, podziwiamy Jej piękność w cudownych obrazach. Jest ich mnóstwo na całym świecie, w samej Polsce ponad tysiąc. Nie wszystkie są arcydziełami sztuki, owszem, wiele jest nieudolnych, a przecież i one są w swym rodzaju prześliczne. Tyle jest w nich prostoty, uduchowienia, że zmuszają wprost do modlitwy. Przy tym bije z nich potężny majestat, który mówi nam o potędze Maryi.
Kiedy przypatrzymy się cudownej Matce Bożej w Częstochowie, uderzy nas tam Jej majestat królewski. Jako wszechpotężna Królowa ziem naszych, rozdawała rozkazy i zwyciężała wrogów naszych.
Kiedy zaś zbliżymy się do Najświętszej Panny Jarosławskiej, zobaczymy statuę na dwa łokcie długą, przedstawiającą Matkę Bożą Bolesną, w siedzącej postawie, trzymającą Syna swego w ramionach z krzyża zdjętego. Rzeźba, bardzo stara, umieszczona na pniu gruszy. Nic nadzwyczajnego na pierwszy rzut oka. Kiedy jednak przypatrzymy się twarzyczce Matki Najświętszej, wyczytamy tam przepotężny majestat cierpienia: ból wielki w Jej oczach, w Jej ustach, twarzy..., ale ból opanowany, ból zwycięski. Prawdziwie Królowa cierpienia. A przy tym, w Jej oczach tyle łaskawości, że zdaje się, że wzrokiem swym obejmuje wszelką nędzę, wszystkich cierpiących, że ich bóle leczy i zna najlepiej i ustami swymi jakby się zwracała do Syna swego, którego pieści na rękach, zanosząc do Niego kornie prośby za nami. On może Ją wysłuchać, bo Ona wraz z Nim i wszystkimi cierpi i swoje cierpienia składa w zamian Jemu w ofierze.
To prawdziwa Królowa Męczenników. Oto, co nam mówi o swej potędze cudowna Matka Boża w jarosławskiej świątyni.
Rozważanie
Długo nie mogłem zrozumieć potrzeby cierpienia.
Dlaczego człowiek cierpi, czemu ja? To słowo "dlaczego" wciąż mi towarzyszyło, ilekroć nawiedziła mnie jakakolwiek bieda. Dopiero miłosierdzie Boże, które mi pokazało moją nędzę i równocześnie dobroć Bożą nade mną, otworzyło mi poniekąd oczy. Coby się ze mną stało, gdyby mnie Pan Bóg od zarania życia nie był wprowadził do twardej szkoły życia.
O Boże! Dzięki Ci po niezliczone razy za te doświadczenia, prowadź mnie dalej tą samą drogą, ale błagam Cię równocześnie, naucz mnie, jak mam znosić te cierpienia.
Czyż ja pojmuję, o co proszę Ciebie, o rzecz taką, przeciwko której buntuje się całe moje jestestwo. A przecież z drugiej strony coś mnie ciągnie, abym szedł dalej do Twej szkoły cierpienia, bo tutaj tylko dla mnie ratunek i cała siła moja.
Kiedy patrzę w życie moje, moje postępowanie, jakżesz mi dzisiaj wstydzić się trzeba. Nie umiałem znosić nie tylko krzyży większych, któreś o Panie w Miłosierdziu swoim bardzo oszczędzał dla mnie, ale i tych drobnych dolegliwości, którymi życie ludzkie jest usłane. Moja miłość własna, przeczulona, składała to na karb słabości nerwów, na niezwykłe warunki, na złe nastawienie ludzi mnie nieżyczliwych, ale w rzeczywistości była tam i inna przyczyna. Nie było głębszych podstaw w mym życiu, dlatego czułem się pokrzywdzony i dlatego nie opanowałem się w swych myślach i swych słowach, i postępkach.
Później tego żałowałem, bo widziałem, że mnie to nic nie pomogło, owszem, jeszcze bardziej zatruło moje cierpienie. Dlatego wybrałem drogę pośrednią, zaciąłem się w sobie, moja pycha, obrażona ambicja, nie pozwalały mi ani narzekać ani drugich obrażać, stałem się jak głaz, jak lód zimny dla Boga i dla ludzi, a w sobie zgorzkniałym.
I tu nie droga do rozwiązania tego strasznego węzła, który mi na szyi zawisł, i który groził mi uduszeniem. A więc trzeba mi koniecznie oglądnąć się za czymś lepszym. Wiem dobrze, bo oglądałem na własne oczy, jaka jest siła umiłowania na drodze życia. Co matka znieść może dla swego dziecka, a żołnierz dla swej ojczyzny. A więc o ideał życia stanowczo trzeba mi się postarać.
Im wyższy, tym lepszy. Teraz rozumiem, że tylko wtedy nauczę się dobrze cierpieć, kiedy nauczę się dobrze kochać Ciebie, o Boże! Czy wtedy cierpienia uniknę? Tak i nie. Tak, gdyż dla miłości Twej, o Boże, wszystko zrobię, co tylko mogę, aby Cię nie obrażać, wyprostuję więcej życie moje, usunę to, co Ci się nie podobało, a co było często przyczyną nieporozumień z drugimi, wprowadzę większe opanowanie siebie, wielu rzeczy zbytecznych się wyrzeknę - moje pretensje do życia będą bardzo ograniczone. Ty wtedy, o Boże, za wszystko mi wystarczysz.
Mimo to, cierpienia jeszcze nie zażegnam, bo to droga wybrańców Bożych, na której znajdują skarby wielkie. Jakżesz jednak wtedy inaczej się cierpi! Wprawdzie natury ludzkiej się nie zmieni, i łzy będą płynąć i serce się krwawić, ale to nie odbierze pokoju ani miłości od życia naszego. Cierpi się z równowagą ducha, z poddaniem woli Bożej i wielką słodyczą dla ludzi. Jakże dziwna moc wstąpi we mnie i sprawi że to, co było dawniej niemożliwym dla mnie, dzisiaj z łatwością znoszę i mimo słabych sił i wielkich trudności - idę naprzód.
Modlitwa
O Matko Boleściwa, gdy patrzę w Twe święte oblicze na tym miejscu cudownym, widzę ból wielki, który przeszywał Twe serce, kiedyś piastowała zdjęte z krzyża Ciało Twego Syna Ukochanego, ale zarazem zachwycam się Twym spokojem i słodyczą, która bije z Twych oczu, ust i całej Twej postawy.
O Pani moja, uproś mi u Syna Twego tę łaskę, o którą Cię błagam. Kiedy jednakże będzie się podobało Panu Bogu dotknąć mnie krzyżem, wybłagaj u Niego dla mnie umiejętność cierpienia na wzór Twój, o Matko Najboleśniejsza i Pani Moja Najdroższa.
Ojcze nasz..., 10×Zdrowaś Maryjo...
Modlitwa, jak w dniu pierwszym.