Pokora czy pycha?
Czasem sama mówię o sobie do innych:
"Słuchaj, ja już taka jestem, nie zmienię się. Chcę, ale nie jestem w stanie się poprawić".
To rodzaj usprawiedliwienia samego siebie i wygody, bo skoro tak już jest i nic nie da się zrobić to i nic nie muszę robić, a inni niech po prostu mnie zaakceptują - i tyle w temacie.
Z takimi problemami stykał się też św. Maksymilian, jednak on taką postawę: chcę, ale nie mogę - uważał za przejaw pychy. Jak to wyjaśniał Święty?
Otóż, ci ludzie w wielu rzeczach przyznają, że mogą to lub owo uczynić, tylko tej lub innej wady ujarzmić w takich lub innych okolicznościach nie są w stanie. To wszystko dowodzi tylko, że liczą oni jedynie na własne siły i uważają, że do tej granicy własnymi siłami to lub owo potrafią. I to jest właśnie pycha - polegać wyłącznie na własnych siłach.
Co więc radzi święty Maksymilian?
Oddać się zupełnie, z ufnością bez granic w ręce Miłosierdzia Bożego, którego uosobieniem z Woli Bożej jest Niepokalana. Nic sobie nie ufać, bać się siebie, a bezgranicznie zaufać Jej i w każdej okazji do złego do Niej jak dziecko do matki się zwracać, a nigdy się nie upadnie. Twierdzą święci, że kto do Matki Bożej modli się w pokusie, na pewno nie zgrzeszy, a kto przez całe życie do Niej z ufnością się zwraca, na pewno się zbawi.
Więc, zamiast się usprawiedliwiać, że już taka jestem, po prostu muszę wzywać pomocy Niepokalanej i robić wszystko, co w mojej mocy, by to, co złe, w sobie zmienić. Bo wszystko się da, gdy się z to robi z Niepokalaną.
Dodaj komentarz