To nie był sen
To nie był sen - ja widziałam o. Maksymiliana po jego śmierci, a niedługo potem dowiedziałam się, że mój syn zmarł w obozie oświęcimskim.
Marianna Kolbe
Gdy po śmierci ojca Maksymiliana jeden z braci franciszkanów z klasztoru w Niepokalanowie odwiedził mamę o. Maksymiliana, panią Mariannę Kolbe, usłyszał od niej, że w sierpniu 1941 r. pewnego poranka miała ona wizję, która nie była snem. Tak opowiadała: „Patrzę, wchodzi ojciec Maksymilian w habicie, uśmiechnięty i mówi do mnie: Mamusiu! Zapewniałem ciebie, abyś się o mnie nie martwiła. Ale teraz jestem szczęśliwy. Tak! Bardzo szczęśliwy! Mówiąc te słowa, nie zatrzymuje się, tylko idzie dalej. Zaczęłam do niego wołać - Powiedz, gdzie jesteś?. Ale on wtedy zniknął".
Tego samego dnia wezwano Mariannę Kolbe do siedziby Gestapo i przekazano wiadomość o śmierci syna. Marianna zrozumiała że syn dał jej wyraźny znak, że jest już szczęśliwy w niebie.
W niebie, w niebie, w niebie. Wkrótce już ujrzę Ją - Niepokalaną. To była ulubiona pieśń św. Maksymiliana.
A ja, czy jestem zapatrzona w niebo, w Niepokalaną, która na mnie czeka? Czy wierzę, że dopiero po śmierci mogę być prawdziwie szczęśliwa, w niebieskiej Ojczyźnie? Obym zawsze jedną ręką trzymała się Niepokalanej, mojej Mamusi, jak św. Maksymilian.
Dodaj komentarz