Mamo, i tu za mną przyszłaś
„Mamo, i tu za mną przyszłaś!”- powiedział w ekstazie na widok wizerunku Madonny w bazylice w Asyżu, św. Józef z Kupertynu.
Matka Boża była dla niego po prostu "Mamą". Często z Nią rozmawiał, za Jej wstawiennictwem jako siedmioletnie dziecko, Józef został cudownie uzdrowiony z ciężkiej, niegojącej się rany. Przez całe późniejsze życie uważał Ją za Tę, która niesie ratunek w beznadziejnych sytuacjach zdrowotnych i duchowych. To do Niej modlił się o zdanie egzaminów i otrzymanie święceń kapłańskich. Dzięki opiece Maryi, do której się modlił został zapytany dokładnie o ten fragment Ewangelii, który potrafił dobrze wytłumaczyć.
Od 1630 r. doświadczył uniesienia ekstatycznego połączonego z lewitacją. Od tego momenty lewitacje zaczęły następować codziennie: w czasie odprawiania Mszy Świętej, gdy słyszał dźwięk dzwonków lub imię Jezusa lub Maryi. Samo wypowiedzenie lub usłyszenie imienia „Maryja” było dla niego swoistym przeniesieniem się w inna rzeczywistość, tę poza ziemią. Mawiał, że rozważanie piękna Matki Bożej jest najprostszą drogą do zjednoczenia z Bogiem, a Jej widok odrywa duszę od spraw doczesnych.
Jest jeszcze Polski wątek. Podczas ciężkich lat wojen i potopu szwedzkiego Jana II Kazimierza Wazy pytał św. Józefa o radę. Święty kazał królowi bezgranicznie zaufać Maryi, Królowej Polski i oddać zarówno siebie jak i cały naród pod Jej opiekę. - Napisał: „Niech się kieruje dobrym sercem i niech się nie lęka, ale niech powierza się Tej, której Wizerunek miał w swoim namiocie.”
Dodaj komentarz