Frank Duff (1889-1980)

Frank Duff (1889-1980)

Nieść światu Maryję - takie zadanie pozostawił członkom Legionu Maryi założyciel ruchu, Irlandczyk, Frank Duff. Pragnął, by Maryja była bardziej znana i miłowana.

W życiu Franka Duffa znamienne są trzy siódemki. Urodził się 7 czerwca, 7 września założył Legion Maryi, 7 listopada zmarł. A zmarł w pierwszy piątek listopada 1980 r. - w dniu poświęconym Sercu Jezusowemu, które czcił, a rozszerzanie Jego kultu uczynił częścią działalności Legionu.

Wzrastanie w wierze

Frank wychowywał się w dostatnim domu, choć Irlandia jego czasów kojarzy się z wielkim głodem, emigracją i biedą. I tak było. On jednak pochodził z rodziny, której bieda nie doskwierała. Był najstarszym z siedmiorga dzieci. Urodził się w 1889 r. w Dublinie, w Irlandii. Jego ojciec John i matka Susan Letitia Freehill byli urzędnikami państwowymi. Matka była pierwszą kobietą w Irlandii, która jako urzędnik państwowy zdała odpowiednie egzaminy i pracowała w instytucjach państwowych.

W dzieciństwie głęboko przeżył śmierć dwojga ze swojego młodszego rodzeństwa. Zetknięcie z przemijaniem i śmiercią sprawiło, że jako dorastający chłopiec poszukiwał głębszego sensu życia. Dużo czytał i pogłębiał swoją wiedzę religijną. Po wstąpieniu do Stowarzyszenia św. Wincentego à Paulo postanowił codziennie uczestniczyć w Mszy świętej. Do codziennej Eucharystii szybko dołączył codzienne krótkie adoracje Najświętszego Sakramentu. Modlił się też na Różańcu - i jak sam wyznał, od 1914 r. odmawiał go codziennie. Od 1917 r. modlił się na brewiarzu, co w jego czasach nie było praktyką ludzi świeckich.

Ulubioną lekturą Franka był traktat o doskonałym nabożeństwie do Maryi św. Ludwika Grignion de Montfort. Ta książka stała się podstawą duchowości, a później obowiązkową lekturą Legionu Maryi. Pod jej wpływem postanowił oddać się całkowicie Maryi jako Jej sługa, gdyż wierzył, że przez Maryję jeszcze bardziej uczci Serce Jezusa. Sam przyznał, że po zgłębianiu treści dzieła św. Ludwika dużo modlił się przed wizerunkiem Matki Bożej. "Czasem tylko patrzyłem na Nią, była piękna i zastanawiałem się, co mogę zrobić, jak mogę walczyć ze złem i grzechem, które widzę wokół mnie. I tak pewnego dnia, wpatrując się w piękność Maryi, przyszło mi do głowy, by powstała grupa Legionu Maryi, ludzi Jej poświęconych".

Doświadczenie biedy

Gdy Frank miał 24 lata, jego znajomy zaprosił go do wstąpienia w szeregi świeckich misjonarzy św. Wincentego à Paulo, którzy zajmowali się pomocą biednym. Codziennie przemierzał biedne dzielnice Dublina, dostarczał leki, żywność i odzież. W tym czasie zetknął się ze skrajną biedą. Odwiedzając najbiedniejszych, zrozumiał, że ubóstwo, uznawane przez Kościół za ewangeliczną wartość, nie jest tym samym, co bieda. "Bieda, w której walczysz o przeżycie, rodzi liczne zwyrodnienia natury ludzkiej, jak kradzieże, zbrodnie, kłamstwo, pijaństwo, przemoc i wiele innych. Kiedy walczysz o przeżycie, jesteś gotowy na każde zło, byle tylko przeżyć i byle zapewnić swoim najbliższym coś do jedzenia. Ubóstwo i bieda to dwie różne rzeczy".

Frank zrozumiał, że bieda nie pomaga w rozwoju wiary; że człowiek musi mieć niezbędne warunki i środki do tego, by rozwijać się duchowo. Od tego czasu starał się zaradzić biedzie duchowej, moralnej i materialnej.

Gdy przez przypadek wszedł pewnego dnia do domu publicznego, przeraził się i w pierwszej chwili chciał uciec, potem jednak postanowił porozmawiać z kobietami. Zrozumiał, że kobiety te są zmuszone do prostytucji, bo nie widzą innego rozwiązania, by przeżyć i zarobić coś dla swojej rodziny. Większość z nich powiedziała mu, że chętnie zmieni swój styl życia, ale pod warunkiem, że nie wrócą do ekstremalnej biedy. Frank podjął wyzwanie. Poprosił o pomoc siostry zakonne, aby te wzięły kilka kobiet do swoich domów. Tylko jedno zgromadzenie zgodziło się mu pomóc i to na ograniczony czas. Ostatecznie Frank, dzięki pomocy innych, kupił kamienicę, posprzątał ją, wyposażył w niezbędny sprzęt i zaprosił kobiety, by tam zamieszkały. Powoli organizował dla nich pracę. Podobnie zorganizował przytułek dla bezdomnych mężczyzn. To była realna pomoc. On nie moralizował, przychodził z rozwiązaniem problemów. W ten sposób przyczynił się do zamknięcia cieszącej się złą reputacją dzielnicy "czerwonych latarni" w Dublinie, znanej jako "Monto".

Powstanie Legionu

Frank stał się pionierem apostolstwa świeckich i - jak to z prorokami bywa - spotykał się z niezrozumieniem. Jego działalność wśród prostytutek, kobiet samotnie wychowujących dzieci czy bezdomnych wywoływała niepokój dublińskich władzach diecezjalnych. Duff wyznał po latach, że u początku swego apostolskiego zaangażowania żył w ciągłym niepokoju, że jego działalność zostanie zabroniona przez biskupa. Jednak - jak każde Boże dzieło - mimo przeszkód, a nawet wbrew logice, rozwijało się, a sam Frank później przyznał, że nie miał na to wpływu, bo "było to działanie Boga", dlatego obejmowało coraz to nowe obszary, chociaż początkowo współpracujący z Duffem ludzie mieli tworzyć tylko lokalną grupę.

Pierwsza wspólnota powstała 7 września 1921 r., w wigilię Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Razem z ks. Michaelem Toherem i 15 kobietami zawiązali Zjednoczenie Matki Bożej Miłosierdzia. Później przyjęto nazwę Legio Mariæ (Legion Maryi - LM). Symbole przejęto od starożytnej formacji wojskowej - legionów rzymskich. LM był w tamtym czasie organizacją dość rewolucyjną w Kościele. Powstał cztery dekady przed Soborem Watykańskim II, w czasach, w których kiedy apostolska działalność świeckich była czymś mało spotykanym, a często podejrzanym. Legion działał wśród świeckich i był dla świeckich. Wśród działalności podjętej przez LM była taka, która nawet dziś jest czasem odrzucana, jak pomoc samotnym matkom, praca z osobami uzależnionymi, pomoc osobom o innej orientacji seksualnej, osobom wykorzystywanym seksualnie, prostytutkom i innym materialnie i moralnie biednym ludziom.

Rozwój Legionu

Przez siedem lat Legion rozwijał się tylko w Irlandii. Zmieniło się to dopiero po 1931 r., gdy papież Pius XI przyjął Franka na audiencji i wyraził życzenie, by Legion Maryi rozprzestrzenił się na cały świat. Rok później w Dublinie odbywał się międzynarodowy Kongres Eucharystyczny. Legioniści zaprosili hierarchów na przyjęcie, podczas którego zapoznali ich z charyzmatem i specyfiką swego ruchu. Wydarzenie to Duff nazwał "epifanią Legionu Maryi", bo tego dnia rozpoczął się międzynarodowy rozwój ruchu.

Całe życie Frank Duff spędził w Dublinie, poza kilkoma wyjazdami do okolicznych miejscowości w celu zakładania wspólnot Legionu oraz dwóch wizyt w Rzymie. Pierwsza jego wizyta w Wiecznym Mieście trwała kilka, a druga aż 97 dni - i ta wizyta była związana z obradami Soboru Watykańskiego II, na które był zaproszony jako osoba świecka efektywnie podejmująca dzieło ewangelizacji.

"Wzruszające było pewne zdarzenie w czasie Soboru - wspomina kard. LéonJoseph Suenens. - Frank Duff przybył właśnie na czwartą sesję posiedzeń, gdy jeden z kardynałów wstał i powiedział: «Chciałbym, żeby jeden ze świeckich obserwatorów nie pozostał niezauważony; cieszy mnie, że Frank Duff, założyciel Legionu Maryi, jest obecny wśród nas». Zebrani zgotowali Duffowi owację. Duff przyjął oklaski spokojnie, jak coś, co nie należało się jemu, lecz raczej cudowi łask Bożych, sprawionych poprzez Legion. Cechą charakterystyczną jego publicznych wystąpień było to pozostawanie w cieniu. Zdarzenie na Soborze było jedynym wyjątkiem od tej reguły".

Dziś Legion Maryi jest obecny w większości diecezji na całym świecie. W 1948 r. za pośrednictwem Anatola Kaszczuka powstały pierwsze grupy w Polsce: w Ostródzie, Lublinie i Warszawie.

Duchowość Legionu

Duff każde podejmowane dzieło oddawał Sercu Jezusowemu. Dlatego starał się pozostawać w cieniu. Tak samo Legionu Maryi, jako ruchu apostolstwa świeckich, nie uważał za dzieło swoje, ale należące do Maryi, siebie uznając tylko za sługę Maryi. Wzbraniał się przed nazywaniem go "świętym założycielem". Mawiał, że LM powstał, bo tego chciała Maryja i to Ona natchnęła kilku ludzi do pracy dla Niej.

Był to czas, w którym Maryja powołała swoich "proroków". Łatwo zauważyć podobieństwo do Rycerstwa Niepokalanej, które w 1917 r. założył św. Maksymilian Kolbe, które było realizacją prośby Maryi wyrażonej podczas objawień w Fatimie, aby ratować biednych grzeszników. "Bez Maryi nie ma Jezusa, bez Jezusa nie ma Maryi" - wyznał Frank. Dla niego najważniejsze było, by LM szedł drogą świętości, która polega na "pójściu ramię w ramię z Maryją, drogą prowadząca do Jezusa. Jezus przyszedł na świat przez Maryję i przez Nią cały czas przychodzi na ten świat do naszych serc". Wszystkie podejmowane inicjatywy apostolskie miały być podejmowane z Maryją. "Zjednoczenie z Maryją - mawiał - to klucz do zjednoczenia z Bogiem. Nie można nikogo przyprowadzić do Boga bez Maryi".

Powołanie do świętości

Frank uważał, że każdy ma dary i talenty, które powinien oddać Maryi, by z Nią przyprowadzić innych ludzi do Jezusa. Nikt nie musi szukać daleko, wokół siebie ma ludzi, wobec których ma świadczyć, że Bóg jest miłością. Legioniści mają zdobywać innych dla Jezusa przez Maryję nie wielkimi akcjami, ale prostym byciem i dawaniem świadectwa.

Warto zauważyć, że Duff był osobą, która wiedziała, że najważniejszym powołaniem człowieka jest powołanie do świętości. Zawsze zastanawiał się, co to znaczy być prawdziwym katolikiem i jak wypełnić przyrzeczenia chrzcielne. Napisał broszurkę O świętości. W broszurce czytamy: "Świętym jest ten, kto w celu podobania się Bogu spełnia najdoskonalej swe zwykłe obowiązki. Takie życie może upłynąć bez żadnego cudownego wydarzenia, nie zwracać niczyjej uwagi, szybko ulec zapomnieniu, a jednak może być życiem jednego z najdroższych przyjaciół Bożych. (...) Ciężko jest być wielkim w małych rzeczach, bohaterskim w pospolitych czynnościach, lecz właśnie to życie jest mi dane z Twej Woli. Musi być w tym wielka zasługa; jestem więc zadowolony".

"Czy Kościół bez Maryi mógłby być uznany za katolicki?" - zapytał siebie Frank i bez wahania odpowiedział: "Bardzo wątpliwe. Rozpatrując plan Boży z punktu widzenia czasu, przyjąć trzeba, że Maryja liczyła się dla niego od początku, była istotną częścią tego planu". Maryja jest więc obecna w jego idei bycia świętym w codzienności.

Droga do świętości

Na 12 dni przed śmiercią Frank zapisał słowa, które uznawane są za jego duchowy testament: "Maryja może rozwijać swą prawdziwą siłę - święci zwą Ją wstawienniczą wszechwładzą - tylko przez tych, którzy pozostają z Nią w określonym wewnętrznym pokrewieństwie (...). W nich ma Ona dźwignię Archimedesa, pozwalającą unosić świat".

Jego osobista droga do świętości jest dość ciekawa. Pochodził z zamożnej rodziny, więc nie doświadczył biedy. Rodzina praktykowała wiarę, ale tak normalnie, jak większość irlandzkich rodzin. "Nie miałem żadnego szczególnego przygotowania teologicznego - wspomina. - Z domu rodzinnego wyniosłem raczej przeciętne i zwykłe wychowanie religijne, podobne do wielu moich rodaków". Dojrzewał w wierze poprzez codzienną Eucharystię, adorację, modlitwę różańcową i Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Potem były spotkania, przypadkowe i te mniej przypadkowe.

Duff szkołę podstawową ukończył w kolegium jezuickim, a potem u Misjonarzy Ducha Świętego. Po studniach większość swego życia przepracował jako sumienny pracownik na wysokim stanowisku w Ministerstwie Finansów, gdzie opracował nowatorską metodologię obliczania rent gruntowych. Był też osobistym sekretarzem prezydenta. W 1913 r. przyłączył się do Stowarzyszenia św. Wincentego á Paulo. To była przełomowa decyzja. Rok później dokonała się jego wewnętrzna przemiana, którą tak wspominał:

Mając 25 lat przeżyłem coś bardzo pożytecznego, co pozostało mi żywo w pamięci. Pewnego popołudnia stałem po spowiedzi przed ołtarzem Serca Jezusowego w kościele karmelitów, mieszczącym się na ulicy Whitefriar. Nagle, jak gdyby wszystko wywróciło mi się do góry nogami. Stało się dla mnie jasne, że nie ma Boga, a zatem Wszystkiego, co ma w życiu jakiekolwiek znaczenie. Zapewniam was, że to, co pozostało, było piekłem. Trudno mi było uwierzyć, że dalsze życie w tym bezsensie jest możliwe. Stan ten trwał około 5 minut, wydawał mi się jednak wiecznością. Potem równie nagle jak się pojawił - zniknął. Od tego czasu nie przeżyłem niczego podobnego. Świadomość, że nie ma Boga i myśli zrodzone z tego były straszne. Życie stało się nagle męczarnią. Wydaje mi się, że zwariowałbym, gdyby ta ciężka próba trwała dłużej.

Po tym przeżyciu niby wszystko było jak wcześniej, ale odtąd każde duchowe doświadczenie przeżywał z głębszą intensywnością. Wtedy jeszcze nie wiedział, do czego go Bóg powołuje, ale był pewien, że musi być przygotowany do zadania, które przyjdzie mu wykonać. Dlatego wybrał życie w świecie i samotności.

Kilka lat po powstaniu LM, opracował przyrzeczenie legionisty, aby go zobowiązać do jedności duchowej z Maryją. W przyrzeczeniu czytamy: "Tajemnica doskonałej służby legionowej polega na pełnej jedności z Maryją, która z kolei całkowicie zjednoczona jest z tobą... Jej serce i moje serce są jednym".

Przez wiele lat modlił się o "wierność aż do końca..., bym pozostał na posterunku aż do końca moich dni, aby wolno mi było ostatnie tchnienie wydać w Twoich objęciach". Tak też się stało. Rano, w dniu śmierci, uczestniczył w Mszy świętej i poszedł na chwilę adoracji. Po południu jego przyjaciele znaleźli go śpiącego w łóżku, ze skrzyżowanymi rękoma, jak do modlitwy. Obok leżał różaniec - jego ulubiona modlitwa i - jak ją nazywał - "najskuteczniejsza «brama» do otrzymania potrzebnych łask".

Frank Duff zmarł w listopadzie 1980 r. w wieku 91 lat i został pochowany na cmentarzu Glasnevin w Dublinie. W lipcu 1996 r. kard. Desmond Connell - ówczesny metropolita archidiecezji dublińskiej, rozpoczął proces beatyfikacyjny Duffa; odtąd przysługuje mu w Kościele katolickim tytuł sługi Bożego.


Źródło: Nieść światu Maryję, "Rycerz Młodych" 5(115)2026 - rycerzmlodych.pl