Kazania maryjne

03 wrzesień 2012

Czynić dobro z Maryją

0 komentarzy · 11963 czytań · Drukuj

Bracia i Siostry!

Są chwile, kiedy cała Polska i cały katolicki świat modli się na różańcu. Cudowne są te nabożeństwa maryjne stanowiące wyraz nadziei, którą złożyliśmy w Sercu Matki Bożego Syna, naszej miłości, która pozwala nam się spodziewać, że w najtrudniejszych dniach i najboleśniejszych doświadczeniach, Matka Boża nas nie opuści, lecz zasłoni płaszczem swojej opieki.

Tej bezgranicznej ufności w opiekę Matki Bożej uczył nas przed drugą wojną światową Maksymilian Kolbe. Ten śmiertelnie chory czowiek, posiadajacy tylko jedno płuco, znajdujący się ciągle w stanie podgorączkowym, chcąc się Matce Bożej przypodobać, postanowił zdobyć dla Niej cały świat. Ludzie patrzyli na św. Maksymiliana jak na człowieka pozbawionego rozumu. Wyśmiewano go, rzucano mu kłody pod nogi, chciano, by zapomniał o Niepokalanej i przestał nazywać się Jej rycerzem. To go jednak nie zniechęciło. Gdy tylko ukończył budowę Niepokalanowa pod Warszawą, wybrał się w daleką podróż, aby zbudować drugi Niepokalanów, Miasto Matki, w Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie udało mu się zdobyć Japonii dla Matki Bożej, ale swoją heroiczną śmiercią przypomniał światu o istnieniu Chrystusa, przypomniał światu Chrystusowe przykazanie miłości, którego granicą jest dobrowolna śmierć. "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13).

Wielką ideę całkowitego zawierzenia Matce Bożej przejął od św. Maksymiliana Kolbe Prymas Tysiąclecia, Stefan Wyszyński. Zapominamy, że - szkalowany przez władzę Polski Ludowej w okresie stalinizmu, wyśmiewany, a nawet zamknięty na trzy lata w odosobnieniu - nie przestawał wysyłać wiernych do sanktuariów maryjnych do Piekar, Częstochowy, do Kalwarii; że napominał, aby nie ustawali w swoim błaganiu, aby w dniach zagrożenia wiary w Boga w naszym narodzie mówili Matce Bożej: "Weź w opiekę naród cały, ktory żyje dla Twej chwały". Po opuszczeniu więzienia tłumaczył, dlaczego chciał nas rzucić na kolana przed obrazami Matki Bożej: ponieważ tego nabożeństwa, tego bezgranicznego zawierzenia Matce Bożej nauczył się od świętego człowieka - od Maksymiliana Kolbe.

W swoich budzących wiarę w przetrwanie kazaniach lubił Prymas Wyszyński przypominać te piękne słowa z Potopu Henryka Sienkiewicza, wypowiedziane w dniach oblężenia Jasnej Góry przez Przeora Augusta Kordeckiego: "Szydzi z nas i naigrywa nieprzyjaciel, pytając, co nam w Polsce zostało z dawnych cnót rycerskich. A ja mu odpowiadam: wszystkie one przepadły, zginęły - a jednak coś pozostało. Pozostała w tym narodzie wiara w Chrystusa i miłość do Matki Bożej, a na tej wierze i na tej miłości wszystko na nowo może być odbudowane".

My, duszpasterze, patrząc na życie wiernych - którzy przychodzą do Kościoła, biorą śluby kościelne, chrzczą dzieci - z przerażeniem stwierdzamy, że ich ręce są krótkie i sparaliżowane, jeżeli chodzi o czynienie dobra drugiemu człowiekowi, że ich serca są tak małe, że nie można ich porównać z sercem Boga.

Jeden z naszych dominikańskich kaznodziejów, ojciec Konstanty Żukiewicz, w jednym ze swych różańcowych kazań - zachęcając wiernych do nabożeństwa różańcowego do Matki Bożej, opowiedział historię biednej wiejskiej dziewczyny, Była ona nieuleczalnie chora na niedowład rąk. Natomiast bogactwo tego dziecka, duchowe bogactwo, polegało na wielkim nabożeństwie do Matki Bożej. Często wybiegała z domu i - stając przed figurą Matki Bożej ustawioną w szczerym polu - modiła się do Niej. Któregoś dnia do jej uszu doszedł szept: "Marysiu, idź i przynieś mi kwiatów". Głos ten powtórzył się raz, drugi i trzeci - dziecko zaniepokoiło się, zaczęło rozumieć, że jest to życzenie Matki Bożej. Ale ona kwiatów zerwać nie może. Rozgląda się, czy w pobliżu nie ma kogoś, kto mógłby jej pomóc, ale słyszy jeszcze raz: "Marysiu, biegnij i przynieś mi tu polnych kwiatów". Biegnie więc w kierunku najbliższej łąki, a kiedy pochyliła się nad pierwszym kwiatem poczuła, że odzyskuje władzę w rękach.

Moi drodzy, nie pytajmy, czy to historia prawdziwa, czy tylko piękna legenda. Nawet gdyby to była tylko legenda, to przecież przekazuje wielką prawdę o roli Matki Bożej w naszym życiu. Prawdę o Matce, która stoi blisko nas i patrzy w nasze życie. Od wieków nie słyszano, aby ktokolwiek, kto ucieka się do Niej, był opuszczony. Trzeba tylko umieć do Niej mówić, trzeba tylko w swoich prośbach nie ustawać, a Kościół nam podpowiada, że nasze osobiste potrzeby, naszych rodzin i ojczyzny najlepiej przedstawiać słowami modlitwy różańcowej.

Wiemy, że dziś tej modlitwy potrzeba coraz więcej, że o tę modlitwę Ona sama się upomina.

Bracia i Siostry, kończę to rozważanie słowami zachęty: pokochajcie Różaniec, uczcie go dzieci i młodzież. Proszę Was, niech ta modlitwa będzie tak żarliwa i piękna, abyśmy potrafili nią osuszyć łzy Matki Bożej płaczącej nad dzisiejszym człowiekiem, któremu grozi katastrofa.

Komentarze

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.
Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Wspomóż nas

wesprzyj serwis

Kazania maryjne

Reklamy Google