Kazania maryjne

23 kwiecień 2012

Czcić Maryję - kochać Maryję - stać się Maryją

0 komentarzy · 13362 czytań · Drukuj

Alleluja! Bracia i Siostry, alleluja, bo Jezus zmartwychwstał i zgromadził nas tutaj w "Wieczerniku", przy naszej Matce i Królowej Przenajdroższej Krwi.

Spotykamy się znowu na Odpuście, na święcie naszej rodziny, na uroczystości ku czci naszej Matki, która jest Królową. Chcemy obchodzić Jej "imieniny". Ta kaplica, przed którą stoimy, jest świętym miejscem, punktem źródłowym i szczytowym dla naszej Wspólnoty, dla ludzi, którzy są w drodze do Krwi Chrystusa, do sanktuarium. Jest ona jego częścią. Już sporo lat temu, gdy jeszcze nie było mowy o "Sanktuarium Krwi Chrystusa", tak po cichu i nieoficjalnie już nazywaliśmy tę kaplicę "naszym sanktuarium". Teraz również ta kaplica jest uznana przez Kościół jako miejsce, gdzie Pan Bóg jest bliżej, gdzie można doświadczać szczególnych Jego darów, łask, gdzie spotykamy się z Maryją, która ma tysiąc i więcej obrazów, tytułów, aspektów życia i działania, objawiając wielkość i bogactwo Boga Żywego.

(...) Jaka jest nasza relacja do Maryi? Chciałbym podsumować to w trzech hasłach.

Aby mieć właściwą relację do Niej, trzeba czcić Maryję, kochać Maryję i być Maryją - w tej kolejności (przynajmniej teoretycznie: w praktyce wszystko to się miesza, łączy...).

1. Czcić Maryję

Najpierw zastanówmy się, co to znaczy czcić Maryję. Przecież już to robimy! To jest nasza piękna, bogata, cenna tradycja, szczególnie w tym kraju. Wszędzie można zobaczyć obrazy, medaliki, kapliczki. Modlitwa do Maryi ma szczególne miejsce w naszym sercu: różaniec, Anioł Pański, Apel, Godzinki... Wielkie znaczenie mają pielgrzymki, a szczególnie cenny jest dla nas akt oddania się Matce Bożej. Dokonuje się go po raz pierwszy przy chrzcie świętym, potem w czasie Pierwszej Komunii Świętej. (Jak piękny jest widok tysięcy dzieci w stroju pierwszokomunijnym tutaj blisko na Jasnej Górze!) Oddajemy się Maryi także w różnych innych momentach naszego życia. Niektórzy nawet zachęcają do oddania się Jej "w niewolę miłości"...

Musimy jednak uważać: te różne formy czci naszej Matki nie załatwiają sprawy automatycznie. Nie dają nam od razu właściwej relacji do Niej. Wszystko to, co może być tak cenne, można też zepsuć. Obrazy, na przykład, mogą być kiczem, a więc kłamstwem i dlatego odprowadzać od prawdy; medalików można używać zabobonnie, niby amuletów... Modlitwy (różaniec, litanię, nabożeństwa majowe...) można zaliczać mechanicznie. Nasze akty poświęcenia się również mogą być nieraz jakby czekiem bez pokrycia. Wtedy to wszystko, co ma być zbawienne, piękne i bogate, staje się nawet przeszkodą. A wiec nigdy nie ma automatyzacji lub pewności w życiu duchowym! Zawsze trzeba na nowo uważać, na nowo prosić Ducha Świętego, aby prowadził do końca, wszystkiego nas nauczył - tak jak Pan Jezus obiecał w dzisiejszej Ewangelii.

2. Kochać Maryję

Chcemy nie tylko czcić Maryję, ale też - i jeszcze bardziej - kochać Ją. Każda matka potrzebuje miłości dziecka. Dopiero wtedy, gdy czuje jego wdzięczność, jej serce jeszcze raz się otwiera i potrafi kochać bez granic. A więc chcemy kochać Maryję, naszą Matkę, aby być dla Niej pociechą, pomocą, a nawet ochroną. Jako Matka potrzebuje tego, ale miłość do Niej jest jeszcze bardziej potrzebna nam! Tylko ten, kto kocha Matkę, rozumie Ją, wchodzi w Jej Serce i czuje się rozumiany. Trzeba kochać Maryję, aby Ją rozumieć, aby podejść do Niej właściwie.

W tych dniach otrzymałem list, w którym młoda osoba przeżywająca różne problemy życiowe, opisuje swoje doświadczenie. Miała w nocy przykry telefon (chodziło o kłoppoty rodzinne) i potem była dosyć roztrzęsiona: Przez pozostałą część nocy już nie potrafiłam zasnąć i wtedy ogarnęło mnie to dziwne uczucie: radość zmieszana z gniewem, nadzieja z rezygnacją, słowem - huśtawka. Przez cały dzień myślałam, że oszaleję. Wszystko było niby w porządku, ale ciągle coś brakowało. Wieczorem nie wytrzymałam i udałam się na długi spacer. Z daleka słyszałam głosy ludzi i muzykę. Nagle poczułam, że po twarzy płyną mi łzy. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz płakałam. Próbowałam wtedy rozmawiać z Jezusem, lecz nie potrafiłam, tylko myśl o Maryi wzbudziła we mnie spokój. Gdy wróciłam do domu, czułam się zupełnie inaczej.

Drodzy Bracia i Siostry, to doświadczenie jest bardzo małe, a jednak ważne, jednak cenne. Jest znakiem początku zaufania, otwierania serca. I to tutaj chciałbym wam dać: chciałbym zachęcić, prosić o zaufanie Matce. Ta dziewczyna, która przeżywała różne wewnętrzne i zewnętrzne burze, w pewnym momencie nie potrafiła modlić się do Jezusa. Nie wiem, dlaczego tak było ( mogą być różne przyczyny), ale czy tu nie widać tak pięknie, jak i dlaczego Jezus dał nam Maryję - by budować jakby równię pochyłą, aby pomagać stopniowo dążyć do Niego, docierać do Niego! Maryja jest tą pomocą, tą drabiną, która wprowadza w Serce Jezusa.

Owszem, można zastanawiać się, jak to wygląda od strony psychologicznej (przeżyte doświadczenia, obraz ojca, matki...), ale to wszystko nie jest teraz tak ważne. Istotne dla nas jest uświadomienie sobie, że trzeba sercem podejść do Matki, do Maryi. Nieraz potrzebny jest najpierw taki spacer, wyciszenie: trzeba trochę "uciec" z gwaru własnego domu. Nie w każdym domu jest tak, jak w Domu Misyjnym, gdzie można "ratować się" w kaplicy. Wtedy akurat może być bardzo pomocny taki spacer, ta pewna odległość, dystans od własnego domu.

I jeszcze coś innego może być bardzo ważne, aby docierać do Serca Matki: łzy. One już są darem, powiedziałbym nawet - darem Ducha Świętego. Kto potrafi w takiej sytuacji wypłakać się, często oddaje przy tym dużo problemów, blokad, zranień. Potrafi na nowo się otwierać. Jak ważne jest dla dziecka, że może wypłakać się u zaufanej osoby, najlepiej u mamy! Jak ważne jest w naszym życiu, byśmy mieli odwagę pójść do Matki, szukać Jej bliskości, aby się wypłakać i znaleźć w sercu pokój - pokój Chrystusa. Owszem, jest to tylko rozpoczęcie tej miłości, tego kochania Maryi, ale gdzieś trzeba zaczynać i nie ma co od razu mówić o szczytach. Chcemy robić pierwsze kroki. Chociaż może już dawno je robiliśmy, to jednak nigdy nie zaszkodzi uczynić je jeszcze raz: bardziej świadomie, bardziej wspólnotowo - z odwagą, z zaufaniem, z pomocą Ducha Świętego.

3. Stać się Maryją

Ale to jeszcze nie wszystko. Mówiłem na początku, że aby znaleźć właściwą relację do Maryi, trzeba Nią być. To brzmi w pierwszym momencie trochę przesadnie. Jak możemy być Maryją? To przecież za dużo! Przecież nie urodziliśmy się niepokalanymi. A jednak to jest możliwe - przez udział w Jej łasce. Chcę to pokazać w pięciu światełkach - prawdach Jej życia.

1) Owszem, nie jesteśmy niepokalanie poczęci, ale otrzymaliśmy czystość serca, oczyszczenie z wszelkich odziedziczonych i osobistych win, ze wszystkich plam grzechów (o ile to potrzebne w dziecięcym albo w późniejszym wieku). Przez chrzest, a następnie przez odnowienie chrztu w sakramencie pokuty przyjmujemy czystość serca, wolność wewnętrzną. Możemy oczyszczać się dzięki Duchowi Świętemu, którego przyjmujemy przez sakramenty i inne dary: przez Słowo Boże, modlitwę... Tak możemy wejść na drogę Maryi.

2) Po drugie, widzimy w Jej życiu szczególną otwartość wobec Słowa Bożego. Maryja rozważa wszystkie wydarzenia z Pisma Świętego i z własnego życia. Jest zawsze otwarta, ostrożna: wyważa, zastanawia się, co to znaczy... Najpiękniejsza modlitwa, dana nam przez Maryję - Magnificat - jest jakby zbiorem cytatów z Pisma Świętego. Można z tego wnioskować (tak prosto, nie wchodząc w problemy egzegetyczne), że Ona żyła Słowem Bożym, poznając Je z tradycji ludu Bożego. Była w pełni otwarta. Wszystko w Jej życiu kierowało się Słowem Bożym - i to też jest nam dane!

W naszej Wspólnocie, szczególnie przez metodę życia "Słowem Życia", systematycznie, regularnie, wspólnotowo ćwiczymy się w tym, by słuchać, brać do serca, wprowadzać do życia to Słowo, które już jest życiem Bożym i które staje się naszym życiem. To jest istotne. Jeżeli ktoś nie żyje Słowem Życia, nie jest też właściwym, pełnym członkiem Wspólnoty Krwi Chrystusa. Owszem, można zostać przyjętym do Wspólnoty, można regularnie modlić się do Krwi Chrystusa, to jest bardzo dobre, ważne i cenne, ale te modlitwy jeszcze bardziej wejdą w nasze żyły, staną się Krwią Chrystusa w nas, w naszym życiu,  jeżeli będziemy żyli Słowem Bożym tak jak Maryja i razem z Nią.

3) Trzeci aspekt, który daje nam podejście do Maryi, które pozwala nam być Nią, to zaufanie - również w trudnych chwilach życia. Wiemy, że w życiu Maryi było dużo "kryzysów" - nie tylko w czasie ucieczki do Egiptu albo wtedy, gdy szukała Syna w Jeruzalem. Wiele różnych sytuacji prowadziło Ją w ciemność: nie wiedziała, co oznaczają, co jeszcze Ją czeka... Zawsze jednak potrafiła w takich sytuacjach pytać, szukać dalej i wytrwać w wierzze i zaufaniu. To jest kolejna cecha Jej życia i o ile potrafimy razem z Nią ufać, pytać, szukać, wytrwać - stajemy się Maryją na swoim miejscu. Szczególnie widoczne jest to pod Krzyżem i to chciałbym podkreślić tutaj jako czwarty punkt.

4) Maryja pod Krzyżem daje ofiarę całopalną, daje samą siebie w pełni. Jeżeli Syn przeżył ciemność duszy i wołał: Boże mój, Boże mój, czemu...? (Mt 27,46), jeżeli nawet On tak po ludzku nie rozumiał, to Ona na pewno nie miała więcej światła. Brała udział w tej ciemności, ale wierzyła dalej, stała pod Krzyżem. Nie wiedziała, co będzie, nie poznała wcześniej tajemnicy Chrystusa, nie pojmowała rozumem więcej niż Apostołowie. A jednak w sercu była pewna: będzie dobrze! Ufała, kochała dalej. To jest Jej ofiara pod Krzyżem.

Jeżeli stajemy pod naszym krzyżem życiowym (i u każdego wygląda on inaczej: może to być problem zdrowotny, małżeński, rodzinny, wychowawczy, problem w pracy...) i jeżeli ten krzyż prowadzi nas do granic wytrzymałości, wtedy możemy być najbliżej Maryi. możemy coraz bardziej być podobni do Niej, w pewnym sensie stać się Nią.

5) Brakuje jeszcze jednego aspektu - mianowicie Jej troski o Kościół, o misję. Maryja nie cofa się, chociaż Jezusa już nie ma na ziemi. Maryja nie ucieka w życie prywatne, nie idzie na "emeryturę". Zostaje razem z Apostołami, modli się z nimi i to jest tak ważne! Jest z nimi nie tylko w Wieczerniku. Także potem przez Jej obecność przy nich i przez obecność tych kobiet, które są blisko Niej, które stają się Jej obrazem, Jej obecnością - Kościół się rozwija.

Te kobiety, wychowane na wzór Maryi, które przekształciły własne życie, które zaakceptowały to powołanie, aby być Maryją w rodzinie albo w misji Kościoła, te matki Kościoła są bardzo ważne - jak wtedy, wśród Apostołów, tak i dzisiaj. Każdy, kto nawet widząc problemy Kościoła, widząc w nim ludzkie sprawy i braki, jednak z troską serca pomaga mu dalej i jest mu wierny - jest Maryją na swoim miejscu. Dotyczy to nie tylko kobiet, dziewcząt, ale wszystkich! W tym sensie wszyscy mamy stać się, być Maryją.

Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy... (J 14,26) - tak mówi Jezus. Dodatkowo nauczy nas, jak jak być Maryją przez Ducha Świętego. Kto otwiera swoje myślenie, swoją wolę, swoje serce, swoje ciało dla Ducha Świętego tak jak Maryja, staje się podobny do Niej: staje się jakby "inkarnacją", wcieleniem Ducha Świętego. Przez wszystkie te momenty, które rozważałem, Maryja stała się w pewnym sensie obecnością Ducha Świętego. Jeżeli otwieramy nasze ciało, nasze człowieczeństwo, jeżeli wypełniamy się płomieniami Ducha Świętego, to Duch Święty działa w nas tak jak w Maryi: z delikatnością, ale też z mocą. Ona jest taka cicha, aby Jezus był bardziej widoczny, ale też jest tą kobietą, która zwycięża w walce złe duchy. Maryja jest zarazem delikatna i mocna - i to jest nasze powołanie: przez Słowo Boże, przez Krew Chrystusa, przez stałe otwieranie się na Ducha Świętego, na stałą formację przez Niego.

Pragnę na zakończenie zaprosić wszystkich, abyśmy w tej chwili (...) otwartym sercem przyjęli Ducha Świętego. On czyni nas Maryją, przez Jego bliskość potrafimy prawdziwie czcić Maryję, prawdziwie Ją kochać, a nawet być Jej obecnością, i to nie tylko dzisiaj. Uczestniczymy dzisiaj w tym Odpuście, aby przyjąć szczególną łaskę bycia Maryją na własnym miejscu. Z tym chcemy pójść do domu, z tym chcemy pójść do pracy, do naszych znajomych, któłrzy przeżywają swoje radości i problemy. Wrócimy jak Maryja, jeżeli teraz i potem wciąż na nowo, codziennie otwieramy się na Ducha Świętego. On ma moc, aby nas przekształcić, uczynić nowymi ludźmi, aby nasze przebaczenie było prawdziwe i do końca, aby nasze słuchanie Słowa Bożego było nie tylko powierzchowne, ale właściwe - z gotowością, by według niego żyć. On potrafi uczynić naszą modlitwę mocną, żywą, skuteczną. Przyjdź, Duchu Święty, i uczyń nas Maryją ku chwale Boga Ojca, ku radości Jezusa, naszego Zbawiciela i jako podarunek dla naszej Matki z okazji Jej imienin. Amen.

Komentarze

Brak komentarzy. Może czas dodać swój?

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się , żeby móc zagłosować.
Brak ocen. Może czas dodać swoją?

Wspomóż nas

wesprzyj serwis

Kazania maryjne

Ostatnio na forum

Najnowsze tematy
Najciekawsze tematy

Losowy wątek

Sorridente i mimaksio. Nie jesteście Bogami i nic w dwóch nie zrobicie z naszą zbuntowaną młodzieżą :) Winni są też rodzicie, bo taki 11-latek ma wszystko - telefon, komputer... - i polska łacina oraz używki. Więc gdzie byli rodzice?
Teresa_91 · 13-05-2010 15:42

Reklamy Google